Dzisiaj mamy dla was prawdziwy rodzynek. Wycieczkę na Siargao.

Dzisiaj mamy zaszczyt przedstawić wam naszych znajomych podróżników Ewę Czarnocką i Kubę Koniewicza. Jeżdżą oni do miejsc, które my widzimy tylko na zdjęciach National Geographic. Dzięki nim możemy podziwiać wspaniałe widoki, które uwieczniają na swoim blogu Expand Travel. Może wreszcie po miesiącach niespełnionych marzeń odważycie się i za przykładem Ewy i Kuby odwiedzicie jedno z magicznych miejsc, które rekomendują.


„Miałam sen…było mi gorąco, mogłam żyć chwilą. Codziennie uczyłam się surfingu, tropikalne słońce budziło mnie każdego dnia, pierwszy raz w życiu próbowałam nurkować. Ludzie byli wspaniali, imprezy szalone a ananasymiały kokosowy smak. Przecieram oczy ze zdumienia, nie, to nie był sen… Koła samolotu znowu dotknęły lotniska na Siargao. Ta niewielka, położona nad Pacyfikiem filipińska wyspa od kilku lat przyciąga swoim niepowtarzalnym urokiem entuzjastów surfingu z różnych stron świata.Mimo palących promieni słońca oraz błękitnego oceanu, Siargao różni się od pozostałych egzotycznych miejsc, które miałam okazję odwiedzić. Ma w sobie trudny do uchwycenia element nostalgii, który czuć w powietrzu. Znikomy przemysł turystyczny rozwinął się głównie w okolicach malowniczego miasteczka General Luna, gdzie ulice, zamiast asfaltu pokrywa biały piasek koralowy. Pozostałą część wyspy zajmują palmy kokosowe oraz lasy namorzynowe przeplatane ubogimi wioskami rybackimi, z których słychać radosne okrzyki bawiących się dzieci. Im bliżej oceanu, tym więcej opalonych chłopców, przewożących skuterami swoje deski surfingowe. Szukają najlepszych fal oraz ucieczki od otaczającego ich świata…

– Jungle Disco tonight! – powiedział elektryk a wszystkim zachęcająco zaświeciły się oczy. Tutaj potrójny rum z cola jest tańszy niż pojedynczy, a na surfingu pływa się od razu po szalonej, całonocnej imprezie.Dla niektórych fale są tylko pretekstem dla niekończącej się rozpusty. Chcąc wczuć się w klimat należy poznać unikalne życie nocne, jakie oferuje ta niewielka wyspa. Każdy z niecierpliwością wyczekuje ostatnich promieni słońca na niebie, aby rzucić się w nieskończony wir zabawy. Nie ma zahamowań, nie ma ograniczeń, jest za to mnóstwo taniego alkoholu, głośnej muzyki i ludzi głodnych mocnych wrażeń.

W podróżowaniu nie zawszę chodzi o nieustanną pogoń za nowymi miejscami i doznaniami. Łatwiej opuścić nawet najpiękniejszą plażę niż rozstawać się z ludźmi, do których się przywiązaliśmy. Im częściej tu powracam, tym trudniej jest mi wyjeżdżać. Pożegnania są najgorszym elementem każdej podróży! Jednak zamiast tęsknić, powinniśmy cieszyć się z danych nam od losu szans, wspólnie spędzonych beztroskich momentów. Dlaczego ciągle wracam? Powoli zaczynam czuć, że jestem uzależniona… Niebo przybiera soczyście pomarańczowy kolor. Płyniemy ściśnięci na rozpadającej się Filipińskiej łodzi, która ugina się pod ciężarem kilkunastu osób. Mocno wstawiony surfer z Australii wygrywa radosną melodię. Ryk silnika miesza się z energetyzującym odgłosem bębnów. Głośny śmiech, taniec, rytm nieposkromionej wolności. Docieramy na koralową wysepkę pośrodku Pacyfiku, zwaną Naked Island. Udało się nam zdążyć tuż przed zachodem słońca. Surfer ściąga spodnie:

– Przecież wszyscy mieliśmy być goli! – krzyczy i nagi rzuca się do oceanu. Za nim biegną, radośnie zrzucając kostiumy kąpielowe, dwie wyuzdane filipinki. Właśnie dla takich beztroskich momentów wracam i ciągle zastanawiam się co zrobić, żeby zostać tu na zawszę…”

Ewa Czarnocka, ExpandTravel

DSC_6138