"Raj Utracony" według Ewy Czarnockiej i Kuby Koniewicza.

Zapraszamy Was na kolejną egzotyczna podróż. Tym razem na indonezyjski archipelag wysp. A wszystko w kolaboracji ze wspaniałym Expand Travel.


„Kto śmie mi przerywać?! Przed chwilą rozpoczęłam wygrzewać się w tropikalnym słońcu sprawiającym, że skóra zaczyna przybierać odcień gorzkiej czekolady.

– Dolphins, dolphins! – delfiny? Już przywykłam do takich widoków, teraz muszę odpocząć, gdyż za godzinę wyruszam w dżunglę oglądać taniec rajskich ptaków, więc proszę mi nie przeszkadzać!. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy poranek w miejscu, gdzie występuje 75% wszystkich gatunków koralowców oraz prawie 1300 gatunków ryb. Archipelag Raja Ampat znajduje się w północno-zachodniej części Półwyspu Głowy Ptaka na wyspie Nowej Gwinei, w indonezyjskiej prowincji Papui Zachodniej. Składa się z przeszło 1500 małych, nienaruszonych wysepek, skupionych wokół czterech większych: Missol, Salawati, Batanta i Waigeo.

Płynę osiągającą zawrotną prędkość łodzią, pośród przelewającego się ponad powierzchnię oceanu… Woda zlewa sięz rozgwieżdżonym niebem. Dookoła nie ma nikogo. Dzień zastąpiła noc, drogę rozświetla jedynie fluorescencyjny plankton. Wraz z dwójką Papuasów podpływamy do bezludnej wyspy, na której spędzę kilka następnych dni. Kocham ten charakterystyczny odgłos dziewiczej dżungli, która po zmroku budzi się do życia. Cudownie, marzenia jednak się spełniają! Właścicielem chatki, w której spędzę jedne z najcudowniejszych poranków swojego życia jest Metos, dwudziestoletni Papuas, który prowadzi wraz z rodziną homestay dla odwiedzających Raja Ampat nielicznych turystów. W położonej na rajskiej plaży chatce ledwo mieści się materac i moskitiera. Łazienkę stanowi natomiast zbity z bambusa szałas, w którym można polać się wiadrem lekko słonej wody. Jednak w podróżowaniu chodzi właśnie o pokonywanie słabości i przełamywanie własnych granic. Do dzisiaj mam w uszach odgłos trzepotu skrzydeł dumnych dzioborożców budzących mnie o poranku każdego dnia. Czuję pomocny uścisk dłoni Metosa z trudem ratującego mnie przed mocnym prądem oceanicznym, pojawiającym się w momencie, kiedy podziwiałam stada malutkich rekinów, otoczonych przez żółwie morskie i majestatyczne manty.

DSC_4763
DSC_5916

Pamiętam ogromny spokój i zachwyt ogarniające mnie podczas pobytu w głębi dziewiczej dżungli. Od zawszę marzyłam, aby na własne oczy podziwiać godowy taniec cudowronków. Rajskie ptaki możemy spotkać jedynie na Papui, Molukach oraz niektórych obszarach Australii. Wytropienie ich to prawdziwa sztuka, gdyż ze względu na rozwój przemysłowy, wycinanie lasów tropikalnych oraz lokalny kult ich piór tych niesamowitych stworzeń pozostało na świecie niewiele. Mój przewodnik ma na sobie sprany golf, spodenki koszykarskie oraz małą sakiewkę w której trzyma betel i papierosy. Przez niebezpieczną dżunglę idzie zupełnie boso, jego stopy są od spodu grubsze niż podeszwa moich nowych Freerunów. Po kilkugodzinnej wyprawie docieramy do magicznego drzewa, na którym zazwyczaj odbywają się zaloty czerwono-pomarańczowej odmiany cudowronków. Wreszcie! Są! Na naszych twarzach pojawia się zadowolenie i fascynacja. Znienacka następuje chwila, dla której warto podróżować. Warto żyć i marzyć, aby zobaczyć piękno dziewiczej przyrody, siłę prawdziwej natury. Zapada noc, zmęczona jak nigdy dotąd wracam do swojej chatki już po zachodzie słońca. Kładąc się spać czuje jak szczęście wypełnia każdy zakamarek mojego ciała. Następnego poranka, przechadzając się po plaży widzę ogromne ptaki przelatujące zaledwie kilka metrów nad moją głową:

– To dzikie kakadu – mówi Metos. Hm…Do takich widoków jeszcze nie przywykłam!”

Ewa Czarnocka Expand Travel

Instagram: @eczarnocka

DSC_4998