Nie tak dawno temu, w mieście gdzie palma jest sztuczna, a tęcza płonie, zaczęła się historia Ryby. Pewnego dnia Rafał wybrał się do miejscowego studia tatuażu, aby poświęcić się dla sztuki i pozwolić sobie wytatuować pierwsze dzieło na ręku. Chyba już po pierwszym przyłożeniu igły do skóry wiedział, że za kilkanaście miesięcy będzie się przygotowywał, aby pokryć tatuażami cała rękę i tors (oczywiście ku przerażeniu swoich rodziców). Ale najlepsze jest to, że wszystko jest zgoła spontaniczne, nie ma analiz, skrupulatnego mierzenia czy długich telefonicznych rozmów ze studiem. Rafał żyje chwilą i niech tak zostanie.

DSC05953_kopia

Ale tatuaże Ryby to nie tylko zwykłe mazaje wyluzowanego gościa z ostrą igłą, mamy tu do czynienia z komiksami, rysunkami najbliższych czy teledyskami muzycznymi. Wszystko jest nietuzinkowe i oryginalne, a znajomi zgodnie twierdzą, że każdy jeden tatuaż pasuje do niego jak szyty na miarę garnitur. Oko się przyzwyczaja i teraz nikt nie wyobraża sobie Rafała  bez permanentnych ust pięknej niewiasty pod obojczykiem, czy Rorschach’a z komiksu „Watchmen”.

Cóż nasze drogie dzieci, nie żebyśmy was namawiali, ale róbcie tatuaże, jest to piękna forma ekspresji. Od razu chcemy zaznaczyć, że jeżeli nagle z warszawskich imprez przeniesiecie się do korporacji, technika medyczna idzie do przodu dużymi krokami, więc laser, który usunie ‚Kocham Basię’ z pleców będzie niedługo dostępny!

Ale wróćmy do Rafała, on na pewno nic nie będzie usuwał, więc zagłębmy się w logikę jego tatuaży. Oto wypis:

Zacznijmy od prostego, ale jakże słodkiego anioła, który przycupnął mu na ramieniu. Historia piękna, bo romantyczna, jest to rysunek pewnej blondynki, dziewczyny Rafała, której obrazek jak i ona sama tak go uraczył, że postanowił go sobie wytatuować.

Wspomniane wcześniej kobiece usta są jedyne w swoim rodzaju, gdyż pomysł na ich kolor wziął się z teledysku francuskiego DJ’a Breakbot, do piosenki „Baby I’m Yours”. Teledysk jest pełen akwarelowych i hipnotyzujących efektów. Chętni na tatuaż niech go obejrzą, ponieważ występujący tam wąż, wpadający w pomarańcz i czerwień, jest idealny na delikatny tatuaż oplatający nadgarstek.

Pierwszym tatuażem było kłódka w kształcie serca. Tatuaż zrobiony z „miłości do utraconej miłości” którą postanowił zatrzymać na zawsze zamykając serce na kłódkę. Z pomocą tatuażysty, Rafał połączył kilka istniejących już obrazków kłódki, ramy starego lustra oraz i widniejących w nieodpowiednich kolorów z czego wyszło zakamuflowane serce bez konturów, które z czasem wtopiło się w skórę. Stworzyło to pięknie jednolity efekt.

Znamy katastrofalne skutki prób kopiowania znanych postaci w formie tatuaży. Na szczęście Rafał nie padł ofiarą braku talentu tatuażysty, który potrafił odtworzyć postać Rorschach‚a z komiksu „Watchmen”. Dodał nawet mały efekt, którym jest wiatr. Widać papiery, które latają naokoło postaci i podwiany płaszcz. Postać ta została wybrana ze względu na swoja złożoną osobowść i wierność zasadom moralnym.

„Be the one to guide me, but never hold me down”, czyż to nie ładny sentyment? Elementy morskie pasują tu idealnie i pomimo że wiele osób ma wytatuowaną kotwicę, nie taką jak Rafał. Tym razem symetria była zamierzona, sentencja znaleziona wcześniej, My nie możemy się doczekać, jak pięknie wtopi się ta parka w zaplanowany już większy tatuaż na torsie.

Na pewno zastanawiacie się nad bólem, który odczuwał Rafał. Chcemy zaznaczyć, że Ryba jest twardym facetem i bólu nie odczuwa! Oczywiście pisku nie było, ale podobno każdy kolejny tatuaż boli bardziej. Zależy od miejsca i skóry, ale po dwóch pierwszy tatuażach znika adrenalina, która przesłania nam prawdziwe odczucia, kiedy nam drążą igłami w skórze.

hart

Ale to wszystko jest warte bólu, bo następnie przychodzą przemyślenia i duma. Nie ma nic lepszego, niż przemóc się i coś zrobić w swoim życiu, nawet dla samego doznania. Oczywiście nikogo nie namawiamy, nie uważamy, ze życie bez tatuaży jest niepełne, ale wyobraźcie sobie jak wspaniale jest mieć ukrytą w małym rysunku jakąś część siebie czy targająca nami emocje.

Pozdrawiamy i dziękujemy Rafałowi Rybakowi za użyczenie swojego ciała i czekamy na kolejne tatuaże, abyśmy mogli zrobić drugą część!!!

dsc05970_big

Basia postanowiła swoją historię opowiedzieć własnymi słowami:

„Tatuaży mam pięć, dwa zrobiłam na Notting Hill w Londynie w salonie będącym odnogą słynnego „Miami Ink” (love hate) kolejna dwa w Warszawie w poleconym studio „Pink Machine”. A skarabeusza w warszawskim studiu „Tusz za rogiem”. Wszystkie wzory, poza wstążka na nodze, która ma jedynie ozdobny charakter i zrobiłam ja przy okazji róży, maja swoja historie i wiążą się z jakim ważnym wydarzeniem albo osoba w moim życiu. W ciągu ostatnich dwóch wiele się w moim życiu wydarzył, a tatuaże są znaczącą tego pamiątką. Ulubiony? Trudno powiedzieć, bo każdy jest inny i do wszystkich jestem przywiązana. Gdybym miała wybierać to ulubionym jest mój pierwszy – skrzydełka na nadgarstku, które przypominają mi, że nigdy nie wydarzy się nic, czego nie można przeżyć i zostawić za sobą. Inspiracje pochodzą wiec z mojej “skomplikowanej” głowy, potem spędzam długie godziny na Instagramie i Pinterest szukając inspiracji, żeby pokazać tatuażyście o co mi mniej więcej chodzi. Tatuaże zdecydowanie uzależniają. W planach mam przynajmniej trzy kolejne.”

10694931_10204048001774172_1166233218_n
10681650_10204047999054104_2581344_n
10660551_10203973231984974_309422870_n_gdcehiK
10621119_10203973231824970_1920416248_n