Paulina Masłowska - 'foodie' z zamiłowania, dziennikarka z zawodu.

Odwiedzając pysznego Instagrama @maslowska_ (wszystkie zdjęcia w teksie pochodzą z niego) nabieramy tylko pewności, że nie ma nikogo kto lepiej nam poradzi w kwestii wyboru restauracji. Idąc warszawskimi ścieżkami naszej ekspertki zajrzeliśmy do Śródmieścia, podjechaliśmy na Pragę, a także zjedliśmy małe co nie co na Mokotowie. Gwarantujemy, że po przeczytaniu tekstu będziecie rezerwować stoliki!

Bar mleczny „Prasowy” 

„Miejski klasyk. Mieszkając w Warszawie, nie wypada wręcz nie zjeść choćby jednego obiadu w Prasowym. Choćby jednej miseczki pomidorówki z ryżem. Choćby kęsa leniwych, popijając kompotem. Prasowy jest o rok starszy nawet od Pałacu Kultury, a po głośnym zamknięciu w 2011, z przytupem powrócił ponad rok później. W przeciwieństwie do innych „mleczaków”, Prasowy może pochwalić się ciekawym wnętrzem, łączącym w sobie PRL-owską brzydotę z nowoczesnym drygiem – ceratka na stole jest, ale jakże stylowa! W Prasowym jadają wszyscy, od studentów po aktorów z pobliskich teatrów. To także świetne miejsce dla domorosłych pisarzy, szukających inspiracji do kolejnych opowiadań. Tu dzieje się życie – kłótnie małżeńskie nad miską parującego rosołu, spisywanie notatek z wykładów, zagryzanych naleśnikiem z serem, czy po prostu babskie ploty nad ozorkiem w sosie chrzanowym. Prasowy jest dla każdego, komu w wielkomiejskim pędzie zdarza się zatęsknić za niedzielnym schabowym u babci czy herbatą w plastikowym koszyczku. Zdecydowanie polecam!”

prasowy10632231_783699858355418_578711422_n

Bibenda

„Jak informują na stronie internetowej właściciele lokalu, Bibenda jest świętowaniem jedzenia i picia. Trafne to określenie, bo w Bibendzie każdy posiłek to mała celebracja. Bazujące na polskich produktach menu z pozoru brzmi niewinnie, no bo czy można spodziewać się cudów po pieczonej wołowinie w ziołach? Otóż można, gastro uniesienia zaczynają się już po pierwszym kęsie. Jagnięca kiełbaska merguez z czerwoną cebulą, warzywami i aioli z harissą też jest grzechu warta! Menu zmienia się regularnie, dlatego tęsknię już za grillowaną kukurydzą z kolendrą, kozim serem i limonką, ale łzy ocieram jej godnym zastępcą, czyli brokułem liściastym z jarmużem i śmietaną. Do Bibendy nie idźcie sami – zabierzcie znajomych i podjadajcie im z talerzy! Zwłaszcza że praca w tutejszej kuchni wre aż do północy. No i szklanki mają piękne!”

bibenda10655117_444302322376605_669959184_n

Dwa Osiem

„Warsztat i sklep rowerowy połączony z kawiarnią. Zazwyczaj takie kombo nie wróży dobrej kuchni, ale w przypadku Dwa Osiem szczęśliwie jest inaczej. Menu lunchowe zmienia się tam codziennie i bazuje głównie na sezonowych składnikach. Jedzenie jest proste i nieprzekombinowane, czyli w moim mniemaniu najlepsze. Przy mojej pierwszej wizycie w tym miejscu trafiłam na pyszną kaszę perłową z porem i pieczarkami, której wspomnienie do dziś sprawia, że mi ciepło na serduszku, ekhm, na żołądku. Knajpa jest vegan-friendly i absolutnie nie powinno to zniechęcać zapalonych mięsożerców, bo niektóre wege propozycje, w kwestii doznań smakowych mogą śmiało konkurować z soczystym rostbefem. W Dwa Osiem zjemy też pyszne ciasta, np. migdałowy biszkopt z mascarpone i gruszkami, napijemy się akacjowego piwa, a na wynos możemy zapakować sobie smaczną kanapkę z hummusem buraczanym. Knajpa jest świetna zarówno na poranną kawę, jak i jesienne, samotne wieczory – zajadając grejpfrutowe ciacho z rozmarynem możemy podglądać przez okno praski żywot na Zamoyskiego ;).”

dwaosiem10610979_696762413732518_180402451_n

Gringo Bar

„Czyli pozdro dla kumatych. W miejscu starego punktu naprawy telewizorów, dziś mieści się przepyszny tex-mex na rapie. Właścicielem Gringo Baru jest Bilon z Hemp Gru, którego twórczości pozwolę sobie nie cytować, co by nie zdystansować do tej knajpy czytelników portalu;) Wnętrze Gringo jest niewielkie, ale śmiało można rozsiąść się na zewnątrz lub wziąć burrito na wynos i spałaszować je spacerując po klimatycznym Starym Mokotowie. Gringo w ofercie ma 4 rodzaje burrito (w tym także vege i burrito z owczym oscypkiem z podhalańskiego Zębu!), quesadillę, tacos z kilkoma rodzajami farszu (do wyboru nawet kaczka!) i autorski krem z kukurydzy z dodatkiem popcornu, kolendry i salsy malina-chili. Jedzenie jest świetne, składniki świeże i aromatyczne, a obsługa przemiła i przede wszystkim świetnie zaznajomiona z tematem. Wielki plus dla Gringo za przemycanie sezonowych dóbr do menu – tacos z figami czy kurkami to mistrzostwo świata! Moim osobistym faworytem jest też blue taco z tortillą z niebieskiej mąki kukurydzianej.”

gringobar10517971_1438350013098692_1237830877_n

A nuż widelec

„Przyjemne miejsce niedaleko BUW-u, które oczarowuje zwłaszcza w słoneczne popołudnia. Piękny ogródek ukryty w cieniu drzew zachęca do biesiadowania. Menu jest krótkie, ale konkretne, a wielkim plusem tego miejsca jest fakt, że jego właściciele mają też wędzarnię ryb, więc nie wychodźcie bez spróbowania wędzonego pstrąga z karty. Poza pstrągiem, w A nuż widelec zjemy również czarniaka, doradę, czy rybę papuzią na spaghetti z sepią. Ale nie samymi rybami to miejsce stoi – z menu spogląda na nas też wołowy antrykot, kukurydziany kurczak, czy gnocchi z truflami. A nuż widelec to idealne miejsce na weekendowy obiad z rodziną oraz lunch z przyjaciółką. Dobrze tu karmią, choć deserowa beza malinowa, do złudzenia przypominającą tę z La Vanille, trochę mnie zawiodła.”

1391401_1491820501068178_713073262_n