Za kilka dni będziemy już siedzieć przy stołach, uśmiechać się i wpierdalać jajka, oczywiście w towarzystwie najbliższych. To jak coroczny eksperyment – usiąść przy jednym stole i spróbować się nie pozabijać. W dodatku mimo niepowodzenia, rok w rok powtarzany ku uciesze wszystkich uczestników. Jeżeli zamiast mazurków nie piekłyście ciastek z haszem, które można by podać w trakcie śniadania, to może jeszcze to przemyślcie.

Czemu to wszystkie jest takie trudne? Otóż głównym problemem jest fakt, iż tradycja nakazuje, aby przy stole rozmawiać. I tu zaczynają się schody… Wyzwalaczy konfliktów jest przynajmniej tyle ile głów przy stole, bo siadasz przy nim Ty, Twoja babcia, Twój młodszy brat, jego jeszcze młodsza dziewczyna czy dziadek i jego młodsza od dziewczyny brata czwarta żona. A poza wiekiem, światopoglądem i przekonaniami dzieli Was tylko metr drewnianej deski suto zastawionej żarciem. Jak żyć?

Zacznie się zwykle od neutralnych tematów. W tym roku modne będzie rozmawianie o porywistym wietrze, dość łagodnej zimie i wysokich jak na marzec temperaturach. Temat dość obszerny, ale wystarczy najdalej do degustacji drugiego rodzaju faszerowanych jaj. Potem wraz z żurkiem wjadą rozmowy o polityce. Temat choć zajmujący i burzliwy, najpewniej przejdzie szybko w płonne dyskusje o kaftanach bezpieczeństwa i różnych fazach schizofrenii, by równie szybko się wyczerpać (w obecnej sytuacji, w szczególności przy świątecznym stole, nikomu nie chce się już dyskutować o twardości drewna z brzozy). Tym samym koniec tematu.

Po „wybuchy”, „zamachy”, „o kurwa gdzie my żyjemy”, „o kurwa czy już czas wyjeżdżać”, „na ilu marszach byłaś” zacznie tykać stołowa bomba zegarowa, która musi eksplodować, bo tematy zaczną się robić coraz mniej i mniej neutralne DLA CIEBIE. Jako laski cierpimy w tym pachnącym kiełbasą szambie podwójnie, bo niezależnie od stanu cywilnego, jesteśmy zawsze pod ostrzałem wkurwiających pytań. Kiedy facetów pyta się o plany na majówkę, to nikt nie zapyta z kim się na nią wybierają. Nie mówi to pewnie z kolegami. Nie z kolegami, to może sam – w końcu prawdziwi faceci muszą czasem pobyć sami. Ale nie Ty. Ty na pewno musisz majówkę spędzić z chłopakiem. Wasz związek właśnie wjechał na stół jako główne danie.

To ile czasu się już spotykacie? O to już dość długo, poważna sprawa, może czas to jakoś sformalizować? Myślicie chyba o sobie na poważnie, no bo wiecie, w którymś momencie to już w jedną albo w drugą, tu nikt oczywiście na nic nie naciska, ale wiecie nie ma co czekać, bo na co. Zaręczeni? To jak to z tym ślubem, będzie kościelny czy urzędowy, będzie duże wesele, a zaprosicie Roberta, Marię i mojego kumpla ze studiów? Nie wiem na co wy czekacie, przecież już jesteście zaręczeni, datę zarezerwujcie, sukienki może pomóc Ci szukać? Mam taką fajną krawcową, szyje mi spódnice do 20stu lat. Jesteście po ślubie? A o dzieciach to już myślicie? Ja to bym już widziała tutaj wnuczkę, no może wnuczka. Wiecie wy się szybko decydujcie, bo najmłodsi to już nie jesteście, ani my, a jak wam mamy pomagać z dziećmi jak będziemy starzy. Macie dzieci? A ja w waszym wieku to już miałam dwoje. Ania to chyba nie będzie się tak sama wychowywać, wiecie jak trudne są jedynaki?

I chuj. Te pytania nigdy się nie skończą choćbyście miały stado dzieci, byłego męża, przyszłego eks męża i troje kochanków, zawsze jest jakiś krok, który jeszcze przed Wami.

Nie macie chłopaka? Wszystkie powyższe pytania o to kiedy zamierzacie się ustatkować, założyć rodzinę, zacząć traktować życie poważnie poprzedzą pytania – z kim byłaś tam, z kim idziesz tam, z kim byłaś tu, dlaczego nie z tym, a wiesz mam takiego kolegę i on ma syna i on też jest sam. Każda samotna dziewczyna może być pewna, że przeżyje tego dnia remake Bridget Jones ze sobą w roli głównej i wcale nie mam na myśli wyszczuplających gaci. Cała rodzina będzie patrzeć na nią ze współczuciem, użalać się nad jej losem, straszyć tym, że czasu coraz mniej, poszukiwać w pamięci potencjalnych partnerów i wciskać jej ich między jajkiem, a mazurkami. Wszystko to oczywiście dla jej dobra, bo przecież skoro jest sama to na pewno i nieszczęśliwa.

Pamiętacie laski, że obok zawsze leży widelec, proponuję go podnieść i wbić sobie w oko.

Jeśli to dla Was zbyt drastyczne rozwiązanie, to pomyślcie sobie, że folklor tych rodzinnych spotkań jest niepowtarzalny, a rodzina jedna i choć wkurwia bardziej niż moda na legginsy nude, to gdzieś tam w głębi, pod oszczerstwami, toną krytyki i dobrych rad kryją się małe kochające Was ludziki, które chyba chcą dla Was po prostu dobrze. Mają co prawda swoją wizję Waszego szczęścia i to nieważne, że różni się od Waszej. Taka już natura ludzka i specyfika rodziny, że się jej nie wybiera, a żyć z nią trzeba. A i plusów tego przecież całkiem sporo, bo jak Was rzuci Karol, Piotrek czy inny Daniel, to nic lepiej nie zadziała na otarcie łez niż maminy rosołek (jako podkład przed winem oczywiście). Niech sobie więc mówią co chcą skoro już się spotykacie, potakujcie, kiwajcie głowami, mówcie czule i z przejęciem, a zaraz po tym wróćcie do swojego życia i sprawa załatwiona. Przynajmniej do następnych świąt.

Smacznego. I wesołego jajka.

Laska