Laska. Przeciętna – czyli taka jak Ty, jak Twoja przyjaciółka, siostra, koleżanka z biura, dupa z autobusu, koleżanka koleżanki, laska, która uparcie wierzy, że lustra wyszczuplające w sklepach to mit, a prawdziwa miłość istnieje, tak samo jak jednorożce. Laska, która nie wyjdzie z domu bez bazowego make-up’u – choćby miałby to być tylko tusz do rzęs czy podkład, bo zastępują jej jakąś niewidzialną kończynę pewności siebie. Laska towarzyska, trochę przebojowa, trochę autystyczna, kiedy akurat ma kaca, gorszy dzień albo znajduje się w pobliżu typa, przy którym cofa się w rozwoju i umie jedynie głupawo się chichrać chociaż nikt nie powiedział akurat nic śmiesznego. Wedle statystyki GUS, w Warszawie, na 100 mężczyzn w wieku 25-34 przypada 109 kobiet w tym samym wieku. Statystyki nie naciągniesz jak za małych rurek na swój tyłek, choćbyś nawet posmarowała nogi masłem. Jeżeli więc odliczyć od tego zjebów, zwyroli, zajętych karierami czy gejów, na te 109 kobiet, nawet po odjęciu tych zjebanych, zwyrolek, karierowiczek czy lesbijek, przypada bardzo mała pula możliwości. Trafienie na faceta jest jak trafienie szóstki w totka. Jest to więc, z ogromnym prawdopodobieństwem także laska samotna.

Żyje w dużym mieście, bo tam problemy lasek rosną proporcjonalnie do średnich zarobków i kasy wydawanej na latte w papierowym kubku. To w mieście, lepiej niż na innych szerokościach geograficznych widać z czym laska się mierzy, z czym walczy, czym się przejmuje, czym się martwi, czego pragnie, za czym tęskni i na czym zżera hybrydę z paznokci zrobioną w salonie Wisła.

Pisać będzie więc laska, o laskach, dla innych lasek.

Laska

o laskach felieton