Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się napisać do faceta chociaż wiesz, że tak naprawdę on Cię nie chce, a ten sms czy okienko na Messengerze jedynie Cię pogrążają do stopnia, w którym już nigdy ze wstydu nie będziesz w stanie spojrzeć w lustro? Każdej lasce się to zdarza i mam więcej pewności niż test prezerwatyw durex, że wy też tak macie… a przynajmniej ja.

Euforyczna chęć dopuszczenia do tego stanu następuje u mnie zwykle pod wpływem napojów wysokoprocentowych spożytych w większej niż przyzwoita ilości. Pijesz, palisz, pijesz, tańczysz, bawisz się przednio, ale czegoś Ci brakuje. Rozglądasz się nerwowo, mija już wystarczająco duża ilość wypitych drinków, żeby w Twojej głowie zrodziła się myśl – nie przyjdzie. Jebany, a na fejsie to był attending. Nie pozostaje wtedy nic innego jak NAPISAĆ. „Napisze, a on odpisze. Napisze, bo przecież jak nie napisze to na pewno się dzisiaj nie spotkamy. No to pisze!” Bijesz się z myślami jak to ubrać w słowa, dłubiesz w telefonie, kasujesz, piszesz, kasujesz, piszesz, zmieniasz, poprawiasz, znowu kasujesz, coś dopisujesz i BANG! Wysyłasz.

Trwającemu jakiś ułamek sekundy poczuciu spełnienia zaczyna towarzyszyć oczekiwanie. Zdajesz sobie sprawę, że siedzisz gdzieś na jakimś obsikanym murku pod klubem, że w sumie to chyba nawet jest trochę zimno i właśnie skończyły Ci się papierosy. I wtedy zaczynają opadać emocje, zaczynasz przyglądać się efektowi swoich wypocin i co się okazuje? Że z całych Twoich starań, lawiny myśli i setek rzeczy, które miałaś napisać, odbiorca otrzymał jedno krótkie „Śpisz?” – w najlepszym wypadku bez literówek. No to popłynęłaś z tą epopeją.

Mijają kolejne sekundy, a Twoja wiadomość wisi wciąż jako nieodczytana, a dostarczona… Wtedy, próbując ubrać jakoś w ramy upływający czas oczekiwania na odpowiedź, zerkasz w końcu ukradkiem na zegarek i… O KURWA. Stwierdzasz z zaskoczeniem, że jest 4 rano. Właśnie zapytałaś go czy śpi o 4 rano. A jak kurwa myślisz spryciaro?

Mały auto-bitch slap otrzeźwia Cię na tyle, że zaczynasz sobie zdawać sprawę, z tego, że to wszystko to chyba nie był najlepszy pomysł. Robi Ci się niedobrze. Twoja żałosna próba zwrócenia na siebie jego uwagi i poszukiwania jego ciała, do którego przytulisz się, kiedy tylko wyrzygasz nadmiar wypitych vodka sour, zostanie odebrana za kilka godzin, w pełnym świetle dnia i równie pełnym zdziwieniu, że coś takiego miało miejsce, gdy Twój odbiorca przytulał się niczego nieświadomy do poduszki lub co gorsza innego ciała. Ale zaraz. Skoro wiadomość nadal nieodczytana, to nic straconego, na pewno da się to cofnąć. Próbując ratować sytuację wysyłasz kolejnego smsa o jedynej jaką znasz do kasowania treści komendą „CTRL Z”. (Tak laski. Wysłałam do kolesia wiadomość o treści „CTRL Z” licząc, że zadziała). Jak się okazuje (surprise surprise), poprzednia wiadomość nie znika, dostajesz nudności i wydajesz z siebie głośne „kurwa mać” (przy dobrym wietrze udaje Ci się wymówić wszystkie litery).

True story laski. Kiedy alkohol zmienia miejsce pobytu z butelki na twój żołądek, wcześniejsza nauka i doświadczenia stają się na tyle niewyraźne, że nie docierają do twoich kilku ostałych zwojów nerwowych – nie ma co liczyć na nauczkę pod tytułem „piłaś, nie pisz” opartą na wcześniejszych doświadczeniach. Jedyna rada jaką na to mam laski, to zostawić telefon w domu. A faceta, do którego jesteś w stanie napisać tylko o 4 rano pijana w sztok musisz niestety skreślić. Chcesz się usprawiedliwić, że byłaś pijana? On już to chyba wie… podobnie jak to, że Ci na nim zależy. Skoro nic z tym nie zrobił, to już raczej nie zrobi.

Laska

nicole-richie-texting